Ewa Zarzycka „Nie tylko performance”

Data:
Od: 17-05-2016
Do: 29-05-2016

Miejsce:
ODA, ul. Sieradzka 8

Ośrodek Działań Artystycznych zaprasza na wernisaż wystawy oraz spotkanie autorskie. Wystawa odbędzie się w ramach Międzynarodowego Festiwalu Sztuki INTERAKCJE.

Ewa Zarzycka „Nie tylko performance”

17 maja 2016, godz. 19:00; ODA, ul. Sieradzka 8

Wystawa czynna do 29 maja 2016 r.

Ewa Zarzycka

Artystka performance. Tworzy także filmy, nagrania dźwiękowe, rysunki, instalacje. Zasadniczą częścią jej działalności jest prowadzenie zeszytów, rodzaju notatników i dzienników, o których Zbigniew Warpechowski pisał: Tam jest historia sztuki, krytyka sztuki, komentarze, refleksje, rozważania, listy do przyjaciół, żarty, proza i poezja i nie wiem co jeszcze.

Urodziła się w Szczecinie. Ukończyła Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Lublinie. Studiowała grafikę w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu (obecnie Akademia Sztuk Pięknych). Od 2008 związana jest z tą właśnie uczelnią, gdzie od 2009 prowadzi zajęcia ze sztuki performance. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Mieszka w Lublinie i w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą.

Ewa Zarzycka uprawia performance mówiony. Jak komentował Grzegorz Borkowski: Z tytułów jej licznych wystąpień i realizacji […] ułożyć można zarys intrygującego eseju łączącego powagę i intelektualną dociekliwość z postawą ironicznego dystansu. Twórczość Ewy Zarzyckiej trudna jest do ujęcia w całość i skomentowania. Jest procesem myślenia, prowadzonym w dialogu z innymi i w otwarciu na to, co się zdarza. W rozumieniu Zarzyckiej twórczość nierozerwalnie wiąże się z życiem prywatnym, spotkaniami, zdarzeniami, podróżami, lekturami. Dotyczy istoty sztuki, ale także roli artysty, charakterystyki procesu tworzenia. Znowu powołując się na Zbigniewa Warpechowskiego, twórczość Zarzyckiej wymyka się wszelkiej definicji, a jednocześnie jest ona zrośnięta z jej postacią, sposobem bycia, osobowością. Jej opowieści snują się meandrycznie, zapętlają się, gubią i odnajdują wątek, przechodzą w inne historie. Artystka przeplata prawdę z fikcją (równie prawdopodobną). W jej wystąpieniach znaleźć można wiele humoru, ale też autentyczność, szczerość i bezinteresowność.

Twórczość Ewy Zarzyckiej wywodzi się z polskiej sztuki pojęciowej. Artystka przez lata była związana z lubelską Galerią Labirynt i z BWA prowadzonym przez Andrzeja Mroczka.

Jej wystąpienie w ramach projektu „Grodzka 5” związane będzie z osobistą historią artystki, związaną z ulicą Grodzką, gdzie znajdowało się Liceum Plastyczne, które ukończyła, a także wspomniane galerie.

 

W jednym ze swoich ręcznie pisanych tekstów Ewa Zarzycka zawarła zastanawiające spostrzeżenie; stwierdziła otóż ze zdziwieniem, że młodzi ludzie, bywalcy jednej z galerii sztuki, „nie wierzą w istnienie sztuki”. Fragment  ten utkwił mi w pamięci jako na tyle samodzielny komunikat, że natychmiast zapomniałem, w którym tekście tej autorki go napotkałem. Nie mogłem sobie także przypomnieć, o czym pisała w dalszej części tego tekstu. Zdany byłem zatem na rozważenie tego spostrzeżenia jako odrębnego artefaktu. Fascynował mnie, bowiem zawarty w nim sens ukazywał się na przemian w dwóch różnych perspektywach i nie mogłem ustalić, która jest istotniejsza.

Jedno odczytanie miało nastawienie entuzjastyczne: wyobraziłem sobie, że ci młodzi ludzie obcują ze sztuką, nie zastanawiając się, czym ona jest i czy jest, bo po prostu z niej korzystają, doświadczają jej, stykając się z tym, co ona proponuje. Są więc, być może wyzwoleni z tego ciężaru, który przykleja się do sztuki, gdy ona zaczyna nas przesadnie hipnotyzować i przez to tworzyć sztuczny dystans między sztuką i tym wszystkim innym, w czym uczestniczymy. Zatem nie wierzą w istnienie sztuki jako całkowicie odrębnej dziedziny zjawisk.

Drugie odczytanie było raczej gorzkie: ci ludzie zajmują się sztuką jako środkiem do swoich celów, niemal cynicznie wykorzystują jej – wprawdzie względną, ale jednak – renomę. Nie zauważają przy tym, że w ten sposób przede wszystkim wykorzystują (i alienują) siebie samych w imię jakiegoś złudzenia sensu. Czują się od sztuki mądrzejsi. Nie wierzą, że sztuka może być czymś większym od sumy ambicji tych, którzy się nią zajmują.

Oscylując między tymi dwoma interpretacjami, nie mogłem znaleźć punktu oparcia, bo nie chciałem poprzestać na zdroworozsądkowym i kompromisowym wniosku, że – „bywa różnie”: czasem tak, jak w odczytaniu entuzjastycznym, a częściej tak, jak w drugiej interpretacji. W sumie byłem jednak wdzięczny Ewie Zarzyckiej, że sprowokowała mnie do rozróżnienia dwóch biegunowo odmiennych postaw wychodzenia poza sztukę. Działo się to pod koniec lat 90., gdy w naszym regionie Europy właśnie uformował się system sztuki funkcjonujący do dziś.

Teraz, po -nastu latach, pierwszą z tych interpretacji pojmuję jako rysującą jakąś nadzieję dla przyszłej sztuki, a tę drugą – jako opisującą znaczną część postaw obecnie występujących. A jakie były intencje samej autorki? Jak konteksty przywoływała? Tego trzeba poszukać w jej tekstach mówionych i pisanych. Sądzę, że naprawdę warto.

Dodam jeszcze, że w 1999 roku udało mi się odnaleźć tekst zawierający wspomniane na początku spostrzeżenie i zamieścić w publikacji towarzyszącej wystawie Refleksja konceptualna w sztuce polskiej. Bieżące praktyki, ruchome horyzonty (CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa 1999). Ewa Zarzycka prowadzi bowiem w swoich tekstach szczególny rodzaj refleksji o sztuce. Do swoich subiektywnych narracji włącza elementy fikcji, które dzięki logice paradoksu kierują uwagę na to, co rzeczywiste. Wprowadzają pojęciowy ferment, mobilizujący do osobistego namysłu nad zjawiskami sztuki i ich otoczeniem.

 

Grzegorz Borkowski

Warszawa, październik 2010