Barbara Bokota-Tomala. Z cyklu „Powroty”

Data:
Od: 01-03-2014
Do: 23-03-2014

Miejsce:
ODA, ul. Sieradzka 8

ODA zaprasza na wystawę fotografii:

Barbara Bokota-Tomala. Z cyklu „Powroty”

Wernisaż:

28. lutego 2014, godz. 19:00; ODA, ul. Sieradzka 8

Wystawa otwarta do 23 marca 2014

 

Jeszcze nie tak dawno człowiek zwalczał naturę, budował wieżę Babel, chełpiąc się kanałem przekopanym tam, gdzie przez tysiące lat rozciągała się pustynia, albo tym że umie odwrócić bieg rzeki i jeszcze kilkoma innymi rzeczami, co je uznał za swoje osiągnięcia. Dziś, jakby zawstydzony swoją wczorajszą arogancją, wznosi nowe, wcale nie mniej aroganckie konstrukcje, aby uchronić naturę przed jej zanieczyszczeniem i przed nią samą, przed tym, że się ona zmienia (przede wszystkim pod względem klimatycznym, w czym widzi się zgubę ludzkości). Na obszarze sztuki brzmi to równie poważnie – w tym kontekście niemal automatycznie pojawia się bowiem bardzo poważny termin pejzaż, który w XIX stuleciu stał się najważniejszym tematem dla malarstwa i jednym z głównych elementów tego, co nazywamy sztuką  nowoczesną. Ale pejzaż to też banalny widoczek, pole, las, woda, jakieś zwierzątko, np. krowa, co się pasie – słowem landszaft (jak ów z jeleniem na rykowisku, który zanim stał się głównym motywem makatkowego kiczu, był malowany przez Gustave’a Courbet). Ma to miejsce szczególnie od chwili, kiedy wynaleziono fotografię, która nieodwracalnie pozbawiła malarstwo monopolu na odtwarzanie rzeczywistości, a z czasem je zupełnie zastąpiła. W ciągu ostatnich kilkunastu lat fotografia artystyczna, reportażowa, amatorska, wideo i telewizja, reklama, propaganda, kino, ilustracja naukowa wykonywane za pomocą technologii cyfrowej i rozpowszechniane dzięki nowoczesnym technikom reprodukcji spowodowały powstanie niezliczonej ilości wyobrażeń różnych rodzajów i pochodzenia, wywołując istną inflację wszelkiego obrazu.

Barbara Bokota-Tomala potrafi uniknąć banalności dzisiejszego obrazu, chociaż zdałoby się, że niczego już nie da się zrobić ani pokazać, bo wszystkiego jest za dużo i wszystko już było. Zaprezentowany przez nią cykl fotografii Powroty w jakimś sensie jest tradycyjnym obrazem natury, do zaklasyfikowania jako pejzaż lecz inwentarzowy zestaw zapełniających go bytów nie ma tu większego znaczenia. Artystka nie poprzestaje bowiem na utrwaleniu pewnego stałego, niezmiennego stanu. Wręcz przeciwnie, tym, co się liczy, jest atmosfera, wilgotność powietrza, wiatr, ruch, pozwalające uchwycić oraz odczytać z charakteru przestrzeni i jej dynamiki to, co powoduje, że świat zmienia się w kolejnych porach roku, ale też w każdej kolejnej sekundzie – są to same osobiste wrażenia, jakby trochę przypadkowy ich zbiór, a być może dokładnie przemyślana kolekcja powrotów do pamięci osadzonej w mijanych szczegółach krajobrazowych. Z tego powodu widz oglądając czuje powiew wiatru, słyszy jego szum, czuje wilgoć powietrza i chłód. Musi to poruszyć w  nim jakąś strunę i tego nie wywoła ładna rzeczka pod lasem, albo robaczek na kwiatku.

Artystka w swoich pracach łączy fotografię i malarstwo – posługując się technikami właściwymi dla medium fotograficznego, prezentuje typową dla malarstwa świadomość i szuka typowych dla niego efektów, po prostu widzi po malarsku. Można je określić jako szkice pejzażowe. Gdyby nie rozmiary, byłyby to właśnie takie notatki szybkie jak pojedynczy rzut oka, fragmentaryczne, urywane. Są one jakby pozbawione ciężaru materii, w wysokim stopniu uogólnione, bo nie łączą się z żadnym konkretnym miejscem. Byłyby to raczej wspomnienia i powroty do takich miejsc, które są dla widza całkiem niedostępne, miejsc własnych, należących tylko do autorki. Posługuje się wycinkiem, co fragmenty krajobrazu przekształca niemal w abstrakcyjne malarstwo i pozwala je wykorzystać do świetlnych eksperymentów (swego rodzaju badań nad oddziaływaniem czerwonego odblasku na tafli wody, światła na śniegu, blasku słońca w różnych porach dnia). W fotografiach tych jest też jakieś studium względności postawy obserwatora wobec otaczającej go przestrzeni. To co bliskie staje się nadrealnie dalekie i prawie niewidoczne na wyraźnie zarysowanym tle pejzażu z lasem, łąką, traktorem na wiejskiej drodze, a na pierwszym planie domyślać się tylko możemy cienia drzew, krzaczków, gałęzi i liści rozmytych. Kiedy indziej natomiast krople wody na wilgotnej szybie są nieledwie dotykalne, jak na obrazach flamandzkich, przestrzeń za nimi zaś jest rozmyta i prawie nieczytelna. Osobna kategoria obrazów powstaje tam, gdzie wykorzystane zostało poruszenie kamery. W tym przypadku wrażenie ruchu jest prawie równe poruszającemu się obrazowi wideo (co nietrudno byłoby uzyskać, nieco inaczej ustawiając parametry cyfrowego urządzenia). Przy tym świetne są tu efekty kolorystyczne plam jakby pociągniętych suchym pastelem, bardzo subtelne, bez zbytecznego nadużywania koloru w myśl zasady „less is more” (słowa angielskiego poety Roberta Browninga, które „świat sztuki” chętniej łączy z nazwiskiem architekta Ludwiga Mies van der Rohe).

Bardzo istotne jest ponadto, że Bokota-Tomala tworzy dzieła, będące obiektami wyposażonymi w ładunek estetyczny. Niech ta uwaga nie zostanie odczytana jako absurdalna w kontekście galeryjnym. XX wiek pozostawił obiekt artystyczny w stanie mocno poobijanym. Już na samym początku zdegradował go do rangi ready-made, którym Duchamp zaatakował fetyszyzm i konwencjonalny charakter miejsc, rytuałów i przedmiotów zaludniających obszar sztuki (czemu skądinąd trudno odmówić słuszności). Potem sprowadził go do roli rekwizytu zaledwie w happeningach, performance’ach i instalacjach, wreszcie ilustracji, czy też świadectwa, albo wręcz resztki, odpadka po procesie twórczym. Piękno jako wartość także straciło wówczas poważną część swojego dotychczasowego znaczenia. Toteż nieraz łatwiej niż na wystawie można było je znaleźć na ulicy, w reklamie, w designie pojazdów, urządzeń komunalnych, sprzętów, towarów na witrynach sklepowych. Prawda, że artystka zdradza przez to swoją nostalgię za czystością modernizmu, którą wziąłby ktoś za niemodną i nader konserwatywną. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli świat się kręci (a chyba tak jest), to niezbyt wielki dystans dzieli obstawanie przy tradycji od nowatorstwa.

 

Tomasz F. de Rosset

 

BARBARA BOKOTA-TOMALA

Urodzona w 1967 r. Studia w Instytucie Sztuk Pięknych Uniwersytetu Rzeszowskiego. Dyplom z malarstwa. Uprawia malarstwo olejne i akwarelowe, fotografię, rysunek i grafikę użytkową. Od 2005 r. należy do Związku Polskich Artystów Plastyków.

Piętnaście wystaw indywidualnych, m.in.: Świnoujście, Rzeszów, Kraków, Sławno, Włocławek, Dębica. Udział w ponad 130 wystawach zbiorowych, m. in. Polska, Hiszpania, Włochy, Rumunia, Węgry, Rosja, Ukraina, Słowacja.

Wystawy zbiorowe (wybór z ostatnich lat): IX i X Międzynarodowy Jesienny Salon Sztuki Homo Quadratus Ostroviensis, BWA Ostrowiec Świętokrzyski 2008, 2010; IV i V Międzynarodowy Salon. Martwa natura w fotografii. Częstochowa Miejska Galeria Sztuki Częstochowa, 2009, 2011; VI, VII, VIII Międzynarodowe Biennale Fotografii Czarno-Białej Postać ludzka w pejzażu. Radomsko Muzeum Regionalne w Radomsku 2009, 2011, 2013; 8. Triennale Małych Form Malarskich, Galeria „Wozownia”, Toruń 2010; III Ogólnopolski Konkurs Obrazy Muzyką Malowane – Polski pejzaż 2010, Pałac Sztuki Kraków; Międzynarodowe Triennale Malarstwa Regionu Karpat Srebrny Czworokąt Przemyśl 2012 r.; Europejski Konkurs Malarstwa Barwy Morza Gdynia 2012 r.; Międzynarodowy Konkurs na Rysunek im. Andriollego, Nałęczów 2012 r.; Międzynarodowy Konkurs Artystyczny – Pejzaż Współczesny – Częstochowa 2012 r.; Salon Wielkopolski 2012 r.; Biennale ZPAP, BWA Rzeszów 2013 r.; VI Międzynarodowe Biennale Pasteli, Nowy Sącz 2013 r.

Laureatka wielu nagród i wyróżnień, m.in.: Nagrody Ministra Kultury i Sztuki (1998 r.), I i III Nagrody w Ogólnopolskiej Wystawie Twórczości Pedagogów Plastyki (2008 r., 2011 r.)