Mirek Stępniak

Data:
Od: 22-05-2009
Do: 10-06-2009

Miejsce:
ODA, ul. Dąbrowskiego 5

WYSTAWA FOTOGRAFII
Mirek Stępniak „Końcówki”
22 maja – 10 czerwca 2009 r., ODA – ul. Dąbrowskiego 5

Zrealizowano przy pomocy finansowej
Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

KOŃCÓWKI

praktycznie to są początkówki, tylko że to nie brzmi.

O co chodzi?
Już wyjaśniam.

Końcówki to są zdjęcia, które powstały podczas „rozruchu” aparatu.
Dawno, dawno temu, kiedy wszystko było reglamentowane, kiedy brakowało filmów, kupowaliśmy puszki po 300 metrów i pakowaliśmy w kasety, też reglamentowane (fajne słowo). Ponieważ mieliśmy po kilkanaście kaset to po kilkudziesięciu pakowaniach kasety trochę delikatnie mówiąc, rozklekotywały a to wymagało „puszczenia” około pięciu klatek na początku
na „pusto” przy każdej robocie i to są właśnie te „końcówki”.
Dodatkowo na miano końcówki owe „końcówki” zasłużyły w procesie archiwizowania. Przy obcinaniu filmów po sześć klatek, tak aby mieściły się w albumach, tniemy je od końca i tym samym początkówki robią się końcówkami.

No, jakoś to wytłumaczyłem.

Dlaczego wogóle o nich mówię?

Zawiniła tu moja chytrość. Zawsze żal było mi wyrzucać końcówki, a też bardzo często z filmu zostawała jedna, dwie klatki no i wiadomo, że dla wygody kopiowania zostawia się całą szóstkę.

W dalszym ciągu zostaje pytanie dlaczego?

To teraz opowiem o innym wymiarze mojej fotografii. Bardzo często zdarzało mi się, że robiłem jakieś ujęcie zupełnie odruchowo, bez namysłu, bez planu. Potem przy składaniu fotoreportażu okazywało się, że to jest klatka prawie kluczowa. Zdarzało się także zupełnie pozaświadomościowe fotografowanie i też miało to sens przynajmniej dokumentalny. Nie będę rozwijał tematu pozaświadomościowego.

Zacząłem zauważać coraz częściej, że to fotografia rządzi mną, a nie odwrotnie.
Wyrwać się z tej matni już nie mogłem, a i też nie chciałem.
Po latach, przy kolejnym przeglądaniu archiwum zauważyłem, że ta moja fotografia poszła jeszcze dalej. Tworzyła obrazy sama. Zarezerwowała sobie owe „końcówki” i na nich używała do woli. Wygląda to tak, jakby moja fotografia sama porozumiewała się z fotografowaną przestrzenią
i z nią ustalała jaki wyraz należy jej nadać.
„Końcówki”
Toż byłbym skończonym… gdybym nie pozwolił im zafunkcjonować. Zobaczcie Państwo sami jak „końcówka” rządzi.