Ośrodek Działań Artystycznych – Galeria Sztuki Współczesnej, zaprasza na wystawę malarstwa i fotografii
Tomasz Komorowski
„Dwa Formaty”
Wernisaż:
13 listopada 2026, godz. 19:00
Galeria ODA, ul. Dąbrowskiego 5, Piotrków Trybunalski
Wystawa czynna do 6 grudnia.
Tomasz Komorowski, ur. 1961 w Łodzi. W 2003 roku ukończył uzupełniające studia magisterskie w WSFTviT w Łodzi, gdzie również obronił doktorat, pracę habilitacyjną a w roku 2018 otrzymał tytuł profesora zwyczajnego. Obecnie jest wykładowcą PWSFTviT (Szkoła Filmowa) w Łodzi na Wydziale Operatorskim prowadząc zajęcia dla specjalności Sztuka Operatorska i Fotografia.
Narzędzie rejestrujące, jakim jest aparat fotograficzny jest jednocześnie narzędziem kreacyjnym i myślenia o świecie. W swoim dorobku ma różnorakie wystąpienia fotograficzne, zróżnicowane pod względem formalnym jak i technik użytych do prezentacji własnego dorobku twórczego.
Oprócz fotografii artystycznej zajmuje się również malarstwem, które stało się nową pasją i odmienną od dotychczasowej, formą wypowiedzi artystycznej. Uczestnik plenerów malarskich m.in.: w Olkuszu, Miechowie, Nowogardzie, Tyrawie Solnej, Hucie Polańskiej i innych.
Zawodowo przez trzydzieści lat był związany z muzealnictwem (Muzeum Historii Miasta Łodzi i Muzeum Kinematografii). Za swój dorobek zawodowy i artystyczny otrzymał Brązowy i Srebrny Medal Gloria Artis, Zasłużony Działacz Kultury, Odznaka honorowa Zasłużony Dla Kultury Polskiej, Srebrny Krzyż Zasługi, Odznaka za zasługi dla miasta Łodzi.
Dwa Formaty
Po czternastu latach od mojej pierwszej wystawy indywidualnej w Ośrodku Działań Artystycznych w Piotrkowie Trybunalskim powracam do tej przestrzeni z kolejną propozycją prezentacji swoich prac. Tym razem jest to spotkanie dwóch odmiennych obszarów mojej aktywności twórczej: fotografii, z którą jestem związany od niemal półwiecza, oraz malarstwa, które od pewnego czasu staje się dla mnie nowym, fascynującym polem artystycznych poszukiwań.
W przeciwieństwie do poprzedniej, poświęconej wyłącznie fotografii, obecna wystawa zestawia dwa media, dwa sposoby budowania obrazu, a przede wszystkim dwie nieco odmienne postawy wobec procesu twórczego. Warto jednak wspomnieć, że w minionych latach moje prace były prezentowane w Ośrodku również w ramach wystaw zbiorowych, między innymi „Pierwsza Linia”, a także podczas przygotowywanych przeze mnie prezentacji twórczości studentów Szkoły Filmowej w Łodzi.
Tytuł wystawy — Dwa Formaty — odnosi się nie tylko do dwóch odmiennych sposobów realizacji obrazu, lecz także do dwóch różnych doświadczeń twórczych. Z jednej strony mamy fotografię, opartą na obserwacji, cierpliwości i umiejętności dostrzegania tego, co istnieje poza nami, ale w pewnym momencie staje się przedmiotem naszego zainteresowania. Z drugiej — malarstwo, które daje mi znacznie większą swobodę interpretacji, pozwala na eksperyment, intuicyjne działanie i bezpośrednią konfrontację z materią obrazu. W fotografii częściej próbuję rozpoznać i zatrzymać istniejący świat. W malarstwie mogę go przekształcać, porządkować na nowo, a czasem świadomie podważać jego zastane reguły.
Fotografia. Uważność i czas
Fotografia była pierwszym i, jak sądzę, bardziej naturalnym dla mnie sposobem artystycznej wypowiedzi. To medium znam od dawna. Przez blisko pięćdziesiąt lat świadomego posługiwania się aparatem nauczyłem się, że świat oglądany przez obiektyw nie jest tym samym światem, którego doświadczam bezpośrednio. Fotografia nie stanowi prostego odwzorowania rzeczywistości. Jest jej wycinkiem, interpretacją i zapisem określonego momentu, dokonanym z konkretnego miejsca, w określonym czasie i za pomocą wybranych środków technicznych.
Krajobraz oglądany własnymi oczami nie jest tym samym co jego fotograficzna odbitka. W rzeczywistości uczestniczę w przestrzeni, odczuwam jej skalę, temperaturę, zapach, zmienność światła i atmosferę chwili. Fotografia oddziela mnie od tego bezpośredniego doświadczenia, a jednocześnie pozwala do niego powracać. Oglądając wykonane wcześniej zdjęcia, próbuję odnaleźć emocje i odczucia towarzyszące mi w momencie fotografowania. W pewnym sensie przeżywam więc to samo doświadczenie ponownie, choć już z innej perspektywy — jako autor i odbiorca własnego obrazu.
Prezentowany na wystawie cykl obejmuje ponad osiemdziesiąt fotografii przedstawiających żywopłot, który sam zasadziłem i który od wielu lat pozostaje przedmiotem mojej obserwacji. Początkowo była to zwyczajna roślinna granica oddzielająca moją przestrzeń od przestrzeni sąsiada. Z czasem zacząłem dostrzegać w niej coś więcej. Powoli rozrastający się żywopłot stał się dla mnie metaforą otaczającego świata, ludzkich relacji i samego życia.
Patrząc na jego gęstniejącą strukturę, odnajduję w niej nas samych: ludzi bliskich, sąsiadów, znajomych, osoby spotykane przypadkiem, a także tych, których obecność jest jedynie krótkim, niemal niezauważalnym epizodem. Jednych obserwuję uważnie, innych dostrzegam tylko przelotnie. Pojawiają się w polu widzenia, na moment przyciągają uwagę, by po chwili zniknąć, często bezpowrotnie. Żywopłot staje się w ten sposób obrazem mojego świata — przestrzeni, w której codzienność, przemijanie, bliskość i oddalenie tworzą nieustannie zmieniającą się całość.
Obserwuję jego rytm, zależny od pór roku. Wiosną rośliny budzą się do życia, wypuszczają nowe liście, rozrastają się i poszukują światła. Latem gęstnieją, nabierają siły i pełni. Jesień przynosi zmianę barw, spowolnienie i przygotowanie do zimowego uśpienia. Zima odsłania strukturę, która w innych porach roku pozostaje ukryta pod warstwą liści. To cykl nieustannej przemiany, w którym odnajduję analogię do ludzkiego losu. Rodzimy się, wzrastamy, dojrzewamy, budujemy relacje, przekazujemy życie kolejnym pokoleniom, a następnie stopniowo ustępujemy miejsca tym, którzy przychodzą po nas. Nie jest to jednak wyłącznie opowieść o przemijaniu. To także zapis trwania, odradzania się i nieustannej wymiany, dzięki której świat pozostaje w ruchu.
Fotografowanie żywopłotu stało się dla mnie sposobem długotrwałego, niemal medytacyjnego przyglądania się rzeczywistości. Nie poszukuję tu spektakularnych zdarzeń ani wyjątkowych widoków. Interesuje mnie to, co pozornie zwyczajne, powtarzalne i łatwe do przeoczenia. Zmiana kierunku wzrostu gałęzi, układ liści, światło przesączające się przez roślinność, różnice w fakturze i gęstości — wszystko to może stać się pretekstem do wykonania kolejnej fotografii. Obserwacja rozciągnięta w czasie pozwala mi dostrzegać różnice, których nie sposób zauważyć podczas jednorazowego spojrzenia.
W pracy wykorzystuję fotografię wielkoformatową, realizowaną przy użyciu trzech aparatów miechowych i materiałów światłoczułych o formacie 4 × 5 cali. Negatywy wywołuję chemicznie, zgodnie z tradycyjnym procesem fotograficznym. Wybór tej techniki nie jest przypadkowy. Praca z aparatem wielkoformatowym wymaga przygotowania, precyzji i cierpliwości. Każdy etap — od ustawienia aparatu, przez komponowanie kadru i kontrolę ostrości, po naświetlenie i obróbkę materiału — wymaga skupienia. Nie ma tu miejsca na pośpiech ani na bezrefleksyjne wykonywanie kolejnych ujęć.
Uważność jest chyba najtrafniejszym określeniem tej metody pracy. Oznacza gotowość do obserwacji, ale również odpowiedzialność za każdy element procesu. Trzeba dostrzec szczegół, właściwie odczytać światło, przewidzieć jego wpływ na obraz i dopilnować, by żaden z etapów nie przekreślił wcześniejszych działań. Ograniczenia techniczne nie są dla mnie przeszkodą. Przeciwnie, stają się warunkiem określonego sposobu myślenia o fotografii — wolniejszego, bardziej świadomego i opartego na bezpośrednim kontakcie z fotografowanym motywem.
Cykl ten nie jest zatem jedynie dokumentacją zmian zachodzących w roślinności. To również zapis mojego własnego czasu, wieloletniej relacji z miejscem i prób zrozumienia świata poprzez konsekwentne powracanie do tego samego motywu. Żywopłot pozostaje ten sam a jednak za każdym razem jest inny. Zmienia się on, zmieniam się również ja. Fotografia pozwala mi zatrzymać te różnice i przyjrzeć się im ponownie.
Malarstwo. Radość poszukiwania
Przez wiele lat uczestniczyłem w plenerach malarskich, zabierając ze sobą aparat fotograficzny. Byłem tam przede wszystkim obserwatorem, dokumentalistą, kimś, kto wędruje z aparatem i wychwytuje interesujące motywy, szukając fotograficznych tematów w otaczającej przestrzeni. Z czasem, zachęcony przez koleżanki i kolegów malarzy postanowiłem sam spróbować pracy z farbą.
Świadomie nazywam to przygodą. Nie chcę przedstawiać swojego wejścia w malarstwo jako konsekwentnie zaplanowanej drogi ani opowieści o realizacji dawno wyznaczonego celu. Było raczej otwarciem się na nowe doświadczenie, na nieznane wcześniej możliwości i na przyjemność wynikającą z uczenia się czegoś od podstaw. Zaczynałem od obserwowania najprostszych działań, poznawania terminologii, materiałów, technik i zasad warsztatu. Przyglądałem się pracy malarzy, podpatrywałem ich decyzje i stopniowo oswajałem się z językiem, którym posługują się w swojej dziedzinie.
Oczywiście fotografia i malarstwo mają wiele wspólnych obszarów. Kadr, kompozycja, perspektywa, rytm, faktura, relacje przestrzenne czy kierunki prowadzące wzrok odbiorcy to zagadnienia obecne w obu mediach. Znajomość fotografii dawała mi więc pewne podstawy, pozwalała rozpoznawać zależności i świadomie budować obraz. Szybko jednak przekonałem się, że sama wiedza o kompozycji nie wystarcza. Malarstwo wymaga innego rodzaju sprawności, znajomości materiałów, umiejętności posługiwania się narzędziami, rozumienia właściwości farby i podłoża, a przede wszystkim gotowości do podejmowania decyzji, których skutki nie zawsze można przewidzieć.
W tej dziedzinie nadal pozostaję uważnym obserwatorem i uczniem. Nie traktuję jednak własnego braku akademickiego przygotowania malarskiego jako przeszkody, którą za wszelką cenę muszę pokonać. Jest on raczej częścią mojego doświadczenia i źródłem pewnej swobody. Pozwala mi podejmować próby bez nadmiernego przywiązania do obowiązujących konwencji, szukać własnych rozwiązań i traktować kolejne obrazy jako pole eksperymentu.
Większość moich malarskich działań wynika z radości, jaką odnajduję w samym procesie tworzenia. Nie zawsze najważniejsze jest dla mnie to, co ostatecznie chcę namalować, ani to, czy obraz da się jednoznacznie odczytać. Istotne staje się samo działanie: nakładanie farby, zestawianie barw, budowanie i rozbijanie kompozycji, poszukiwanie faktury, zmienianie kierunku pracy, odkrywanie nowych możliwości materiału. Każdy dzień może przynieść inne rozwiązanie, nowy sposób prowadzenia obrazu, inną relację między kolorem, formą i przestrzenią.
Interesuje mnie możliwość łączenia elementów, które niekoniecznie powinny do siebie pasować, zestawiania sprzecznych założeń, wychodzenia poza przyjęte schematy i sprawdzania, co wydarzy się wtedy, gdy zrezygnuję z wcześniej ustalonego planu. Nie chodzi mi o bunt dla samego buntu ani o odrzucenie tradycji. Raczej o sprawdzenie, ile swobody pozostaje artyście, kiedy przestaje traktować zasady jako niepodważalne nakazy, a zaczyna widzieć w nich jeden z możliwych punktów odniesienia.
W malarstwie szczególnie ważny jest dla mnie proces, nie zaś sam efekt końcowy. Obraz powstaje w wyniku dialogu, niekiedy dyskusji, a czasem wręcz walki z materią i z samym sobą. Kolejne decyzje zmieniają pierwotne założenia, a przypadek potrafi otworzyć drogę do rozwiązań, których wcześniej nie brałem pod uwagę. Farba stawia opór, podłoże odpowiada na gest, forma wymyka się zamierzeniom. To, co początkowo wydawało się błędem, może okazać się początkiem nowego pomysłu. Zdarza się, że trzeba coś zniszczyć, zamalować, odrzucić albo zacząć od początku. Właśnie w tej nieprzewidywalności odnajduję szczególną wartość malowania.
Nie próbuję na tym etapie wypracować jednego stylu ani podporządkować wszystkich prac określonej konwencji. Nie chcę też nazywać swoich poszukiwań manierą czy programem artystycznym. To, co pokazuję, wynika przede wszystkim z potrzeby sprawdzania, doświadczania i wyrażania siebie. Nie zamierzam udawać kogoś innego ani przekonywać odbiorcy do z góry założonej tezy. Chcę zachować autentyczność własnych działań, nawet jeśli prowadzą one do rozwiązań niejednoznacznych, nieoczywistych lub wzajemnie sprzecznych.
Można by powiedzieć: express yourself — wyraź siebie. Nie chodzi mi jednak o hasło ani o modną deklarację. Chodzi o potrzebę osobistej wypowiedzi, która nie musi być podporządkowana oczekiwaniom innych, aktualnym trendom czy wyobrażeniu o tym, jak powinno wyglądać dzieło sztuki. Ważne jest dla mnie samo prawo do poszukiwania, do popełniania błędów i do zmiany zdania. Malarstwo daje mi przestrzeń, w której mogę korzystać z tego prawa bez konieczności uzasadniania każdego gestu.
Dwa formaty, dwa doświadczenia
Zestawienie fotografii i malarstwa nie jest próbą rozstrzygnięcia, które z tych mediów oferuje większe możliwości. Nie traktuję ich również jako dwóch etapów prowadzących do jednego, ostatecznego sposobu wypowiedzi. Każde z nich pozwala mi doświadczać rzeczywistości inaczej i stawia przede mną odmienne zadania.
Fotografia uczy mnie cierpliwości, precyzji i uważnego patrzenia. Wymaga zatrzymania się przy rzeczywistości, zaakceptowania jej niezależnego istnienia i odnalezienia w niej tego, co warte utrwalenia. Malarstwo daje mi natomiast możliwość bezpośredniego działania, eksperymentowania i przekształcania obrazu w trakcie jego powstawania. W jednym przypadku szczególne znaczenie ma spotkanie z tym, co istnieje poza mną; w drugim — relacja pomiędzy moim zamysłem, gestem i materią.
Nie oznacza to jednak, że fotografia jest wyłącznie rejestracją, a malarstwo całkowitą swobodą. Fotografia również wymaga interpretacji, selekcji i decyzji, malarstwo zaś nieustannie konfrontuje mnie z ograniczeniami materiału i własnych umiejętności. Granice między tymi doświadczeniami nie są więc szczelne. Łączy je potrzeba obserwacji, poszukiwania i sprawdzania, jak wiele można wydobyć z pozornie prostego działania.
Szanuję i doceniam sztukę zaangażowaną społecznie i politycznie, podejmującą ważne problemy, stawiającą pytania, edukującą, prowokującą i podejmującą walkę o określone wartości. Widzę miejsce dla różnych postaw, języków i sposobów artystycznego działania. Nie każda wypowiedź musi jednak przyjmować formę manifestu ani służyć wyraźnie określonemu celowi. Czasem wystarczy uważność, ciekawość, potrzeba eksperymentu i radość wynikająca z samego faktu tworzenia.
To właśnie chcę pokazać na tej wystawie. Nie przedstawiam zamkniętego programu artystycznego ani ostatecznych wniosków z własnych poszukiwań. Pokazuję dwa obszary aktywności, które na różne sposoby pozwalają mi rozumieć siebie i otaczający świat. Jeden wyrasta z wieloletniego doświadczenia i konsekwentnej obserwacji, drugi pozostaje przestrzenią odkrywania, uczenia się i świadomego ryzyka.
Nie wiem, dokąd zaprowadzą mnie te poszukiwania. Być może z czasem pojawią się kolejne media, nowe sposoby pracy i odmienne potrzeby wypowiedzi. Dzisiaj jednak najważniejsza jest dla mnie możliwość tworzenia, radość z kolejnych prób i wolność, jaką daje mi kontakt z obrazem.
Jeżeli uda mi się tą radością podzielić z widzami, jeżeli fotografie skłonią kogoś do uważniejszego spojrzenia na otaczającą go rzeczywistość, a obrazy pozwolą mu choć na chwilę wejść w przestrzeń swobodnego doświadczania koloru, formy i wyobraźni, uznam, że ta wystawa spełniła swoje zadanie.
Bo sztuka nie musi zawsze czegoś udowadniać. Czasem wystarczy, że pozwala nam uważniej patrzeć, odważniej próbować i czerpać radość z samego procesu odkrywania.
Tomasz Komorowski
Koluszki 10. X. 2026