Ośrodek Działań Artystycznych zaprasza na wystawę malarstwa
Andrzej Walczak: „Wyobraźnia uspokojona”
Wernisaż:
9 października 2026, godz. 19:00
Galeria ODA, ul. Dąbrowskiego 5, Piotrków Trybunalski
Wystawa czynna do 18 października 2026 r.
Andrzej Walczak uprawia malarstwo o rysie abstrakcji organicznej, oparte na technice własnej. W obrazach artysty doszukujemy się odniesień do pejzażu, zdarza się, że odkrywamy postacie; są to jednak tylko sugestie, domysły, których do końca nie potrafimy rozwikłać. Nawiązując do przenośnego, multimedialnego urządzenia będącego w powszechnym użyciu, nadaje artysta swym obrazom kształt dużego malarskiego smartfonu. Czyżby to była sugestia by odbiorca skupił się na przekazie malarskim zamiast godzinami wpatrywać się w ekran urządzenia, które uzależniło nas wszystkich?
Jagoda Barczyńska
Andrzej Walczak (ur. 1958) – malarz, architekt i przedsiębiorca. Absolwent Wydziału Budownictwa i Architektury Politechniki Łódzkiej. Współzałożyciel Grupy Atlas, największego polskiego producenta chemii budowlanej. Od lat zaangażowany w proces budowy Nowego Centrum Łodzi. Założyciel i właściciel Atlasa Sztuki – niekomercyjnej galerii sztuki współczesnej, uznawanej za jedną z najważniejszych polskich instytucji tego rodzaju w pierwszych dwóch dekadach XXI wieku. Od wielu lat rozwija własną praktykę malarską. Jego twórczość prezentowana była na wystawach indywidualnych i zbiorowych, między innymi w Museum Modern Art w Hünfeld, Instytucie Polskim w Pradze, Galerii Fundacji Sztuki Nowoczesnej w Kijowie, Galerii Dzyga we Lwowie i Galerii Kryga w Grodnie, a także w galeriach w Krakowie, Warszawie, Łodzi i Zgierzu oraz w Galerii 72 w Chełmie i BWA w Tarnowie.
Na wystawach malarstwa coraz częściej pojawia się pytanie: czy sztuka ma odwagę przyjąć, że jej zadaniem nie jest już pokazywanie świata, lecz konstruowanie warunków jego rozumienia? Sztuka od zarania, czymkolwiek by nie była, starała się opisać świat, a w nim człowieka (czyli to, co człowiek widzi, słyszy, czuje).
Dziś jest pewnie podobnie. Ale… co, jeśli świat zmienia się tak szybko, że sztuka już nie nadąża z jego „malowaniem”? Człowiek, niczym na poruszonym zdjęciu, zaczyna się zamazywać. Staje się szarą i coraz bardziej nieostrą plamą. Sztuka w kryzysie zwalnia. Chce się pochylić nad człowiekiem. Ale jego już nie ma. Jest tylko niezrozumiałe wyobrażenie szybko oddalającej się rzeczywistości. Nic już nie widzimy. Tylko czasami ktoś próbuje wytworzyć dla nas obraz. Często przy tym nas raniąc i przytępiając naszą wrażliwość. Wrażliwość — nasza podpora w poznaniu świata — sprowadzona jest do emocji. Głównie negatywnych. Co pozostaje? Wyobraźnia uspokojona?
Świat istnieje przede wszystkim w wyobraźni, dlatego nie powinno się go budować według wymyślonych gdzie indziej wzorców i schematów, przez ich ślepe czy nawet lekko modyfikowane kopie. Uniwersalna metoda-gotowiec nie istnieje.
Widać to wyraźnie po superświecie supermocarstw.
Widać to wyraźnie w malarstwie.
Widać to wyraźnie w nas. Uspokojonych.Obraz jest czuły na akt spojrzenia. Często kaprysi. Nie da się jednocześnie mieć pełnej jednoznaczności znaczeniowej i pełnej intensywności przeżycia formalnego.
Gdy „dokręcasz” znaczenie, często tracisz czystą energię formy.
Gdy „dokręcasz” formę, znaczenie staje się mniej dosłowne.Im bardziej domagasz się jednoznacznego „co to znaczy”, tym mniej zostaje z „jak to działa”. Zaczyna się mierzyć obraz inną miarą niż „podobieństwo do rzeczy”. Nie szukamy odpowiedzi, ale doświadczeń, które budzą coś nieokreślonego, może nawet niepokojącego, ale jednocześnie fascynującego. To podróż, w której każda chwila jest pełna intensywności, jakby granice między rzeczywistością a wyobraźnią nieustannie się przesuwały. I może to właśnie ten stan zawieszenia – między pragnieniem a rzeczywistością – czyni tę podróż tak intrygującą.
W pewnym momencie relacje, które od początku były obecne w obrazie, układają się w napięcie, którego nie sposób zignorować. Zaczyna się widzieć więcej — nie dlatego, że obraz się zmienia, lecz dlatego, że uruchamia się określony sposób widzenia. Przestaje być jasne, czy to obraz odsłania kolejne warstwy, czy patrzący zaczyna widzieć w sposób, który dotąd pozostawał poza jego zasięgiem. Nie chodzi jedynie o tworzenie obrazów, lecz o budowanie warunków widzenia.
Ta zmiana nie jest przypadkowa. Wynika z metody rozwijanej konsekwentnie od lat. Jej celem nie jest wyłącznie materialne ukształtowanie powierzchni, lecz organizowanie sytuacji, w której widzenie przestaje być automatyczne. Uwaga zostaje przesunięta z samego obrazu na to, co dzieje się po drugiej stronie — w odbiorcy. Nie chodzi już o prostą relację między dziełem a interpretacją, lecz o moment, w którym patrzenie się pogłębia. Dlatego tak wyraźnie ciężar przesuwa się tu w tronę człowieka, który patrzy.
Spojrzenie przestaje być odruchem, a staje się decyzją. Wtedy zaczynają być widoczne nie tylko same obrazy, lecz także napięcia, relacje i przesunięcia, które wcześniej mogły pozostawać niedostrzeżone. To, co miało być tłem, zaczyna przejmować uwagę. Właśnie tutaj rodzi się doświadczenie, które nie kończy się w chwili oglądania.
Każdy z nas potrafi to zrobić z wpadającym w oko obrazem: zagapić się. Zagapić się poza językiem, zagapić się bez bladego pojęcia. Zawsze warto to robić, nie tylko w galeriach. To chroni wspólny świat przed totalizacją, przed uśrednieniem, przed szarością.
Andrzej Walczak